W Turcji!
Dorwaliśmy tu internet, więc mogę zrobić szybki updejcik.
Najpierw był lot samolotem. Okazało się, że nigdy nie byłam na Okęciu... A lot był opóźniony. Anyway, wsiedliśmy, bardzo bardzo bardzo sie denerwowałam, bo sie nasłuchałam od kupy ludzi jakie to starszne. Paznokcie do krwi obgryzłam z nerwów!
Nerw nerw nerw
I w sumie się pozytywnie rozczarowałam. Startowanie było straszne, lot tylko na początku, potem się zrelaksowałam. Nawet się przespaliśmy.
Kamila nam zrobiła fote kiedy robimy zzz
Lądowanie chyba straszniejsze, bo jak podchodził do tego ladowania to jakoś tak zakołysało kilka razy, ktoś skomentował, że pilotowi nie idzie to już się zdenerwowałam, ale w sumie nie było źle. Chyba lądowanie bardziej stresujące było niż start. A sam lot całkiem OK. Nie czuło się tej prędkości i w sumie o wszystkim informowali - takie ekraniki były, na nich symulacja lotu na mapie, wszystkie info.
Lewy silnik naszego boeinga 737 chyba
Lecieliśmy ok 850 km/h!!!!, ponad 10 km nad ziemią, a temperatura na zewnątrz u nas wynosila -53'C, w Turcji na tej wysokości -51'C. W sumie bardzo pozytywnie. A miałam mega stresa jak się dowiedziałam, że lecimy tureckimi liniami lotniczymi ;p ;p.
Trochę foto:
Chmurki
Widoki: Azja Mniejsza - inny świat
W sumie miło było ;p. Stewardessy coś po turkish-english (turklish ;p) pogadały, kanapki dały i picie darmowe, alkohole płatne - darowaliśmy se.
Teraz, przeciwnicy klaskania przy lądowaniu: wypunktujcie mi swe argumenty w sensie: czemu to jest złe - będę sobie wyrabiać opinię.
Po wylądowaniu polowanie na bagaż, potem wizy (15 ojro lub 20 dolców - tutaj mówią "dolari"), vouchery i takie tam, a na koniec dwugodzinny rajdzik autokarem to hotelu. Droga turecka wcale nie taka zła, nawet gładka, kierowca delikatny ;-). Byliśmy już zmęczeni wczesnym wstaniem, lotem, więc byliśmy raczej wyprani. W autokarze poznaliśmy nasze słodkie wycieczkowe towarzystwo. Nie dziwię się już czemu nie lubią Polaków za granicą. Większość naszych współtowarzyszy to młodzi, małżeństwa albo emeryci, ale trafiła nam się też grupka takiej bucerii, że aż strach! Już w samolocie chlali własną wódę, więc w autokarze byli już ostro napruci, szczególnie jeden koleś. Nie dość, że tzw. "tępa sraka" to jeszcze pijany jak dzika świnia! A dziewczyny! Dwie godziny się nie znały jeszcze, jak się wdały w pyskówke rodem z rejonowego gimnazjum. Jedna taka asertywna, uahahaha, aż ciężko opisać to sensownie. W sumie jednym słowem chamstwo. Zapraszali nas do towarzystwa, ale grzecznie odmówiliśmy. Ale w pijacką Jengę (to nam proponowali) zagramy zagramy na jakiejś domówce ;).
Jeśli chodzi o nasz hotel, to jest super! Mega luksus, nie spodziewałam się takiego! Jednak co cztery słonie to cztery słonie ;D. Pokój mamy nieduży, ale dobrze urządzony (można się poruszać) i dobrze wyposażony (spora szafa, szuflady, półki, toaletka szafka z lodówką, stolik i krzesła telewizor ze sporą oferta kanałów (właśnie oglądam kolejną szarpaninę o krzyż i cieszę się, że jestem daleko ;p ;p ;p). Łazienka mega luksus! Wszystko ładne czyściutkie, zabezpieczone "for your protection" itp itd, spora kabina prysznicowa, idealnie!
Sea Sight
Nasze all inclusive jest naprawdę exclusive :). Jedzenie jest pyszne! W sumie co godzinę-dwie można coś zjeść, szwedzki stół, picie gratis, open bar (na tutejsze alko) też gratis. Nie takie złe te tutejsze alkohole, piwko całkiem całkiem :), chociaż idei soku do piwa nie znają ;p. Jedzenie jest super ;3, upasiemy się tu!!!! Co tam ;p, będę zrzucać z domu ;p.
Oprócz tego to jest basen, też fajny :3, a wieczorami kehem, "animation team", czyli Turek gada do mikrofonu po pseudo angielsku i zabawia publikę, wczoraj wieczorem były wybory miss, ale my byliśmy zbyt zmuleni na cokolwiek, więc poszliśmy spać.
Obczailiśmy okolicę i plażę. Morze niebieściutkie (moja stopa na tle morza i nieba), raczej cieplutkie i słoooneeee, plaże najrózniejsze (różne kombinacje żwiru, piasku i skał), choć trochszkę zaśmiecone :(. Okolica typowo turystyczna, prawie same hotele plus restauracje różnego typu, bazarki i straganki dla turystów, fryzjerzy, tatuażysci i ta cała infrastruktura. Im dalej od hotelu tym brudniej i mniej pro-turystycznie. Ale specyficznie :). Idziemy sobie ulicą a tam wielbłąd zaparkowany pod hotelem!!!!
W sumie dzisiaj był nasz pierwszy cały dzień w Alanyi, czuję się jak w Beverly Hills xD. Rano piwko nad basenem i kąpiel, po lanczu kąpiel w morzu i spacer plażą. Na razie ja się kąpie tylko trochę, bo się jakos jakby boję... wracając z plaży wstąpiliśmy do sklepików dla turystów. To jest tu niesamowite. Jak idziesz do sklepu to zagadują, pytają skąd, proponują rózne zakupy, częstują herbatą i możesz (masz!!) się targować. My się na razie nie targowaliśmy, bo nie mieliśmy przy sobie kasy, ale jeszcze wszystko przed nami ;p.
Kamila w smażali udaje chudzielca ;p
Nooom, narazie Beverly Hills, ale będziemy również zwiedzać i sporty eksteremalne uprawiać ;p.
Może sobie kupimy mobilny net do modemu, to będę bardziej na bieżąco!
Thursday, September 16 2010
W Turcji!
posted @ 22:19 in [ Karina Show ]
