Tuesday, December 28 2010


Dlaczego Święta trwają tak krótko :(?
posted @ 01:24 in [ Karina Show ]

Jeszcze się nie skończyły, a ja już na to biadolę ;p.

Ciężko mi poszło w tym roku ;). Pierwsze Boże Narodzenie na swoim ;D. Okres przedświąteczny minął mi okropnie. 21 (chyba) grudnia miałam oddać taką jedną pracę, więc okres przedświąteczny był w dużej mierze okresem przedpracowym. Nie myślałam o niczym innym, żadnym sprzątaniu, żadnych prezentach, niczym! Pisałam weekend, dzień, noc i dzień. Szło mi kiepsko, ale nie masakrycznie. W końcu oddałam pracę, ale byłam totalnie wykończona. Nie udało mi się odespać. Środa zakupy do późna czwartek zakupy do późna, piątek zakupy od wcześnia ;). I do Wigilii nie udało mi się odespać. Za to musiałam zdobyć i zapakować prezenty, zrobić zakupy... Porządek był zrobiony w stopniu mocno minimalnym ;).

Na Wigilię poszliśmy najpierw do mojej rodzinki, gdzie był Mikołaj dla dzieci, dla dorosłych Secret Santa :D. Potem druga część Wigilii u rodziców beba. Potem 25.12 u naszej rodziny (popołudnie) i u Palantek (wieczór) i 26 u moich rodziców. Przynajmniej nic nie musiałam gotować, bo bym chyba padła.. Otrzymaliśmy w darach sałatkę, ciasta, racuchy, schabik, co nas uratowało, bo z takich stricte świątecznych rzeczy to kupiliśmy tylko cytrusy i słodycze ;).

Karniak zgarnął, w kolejności dostawania ;): słodyyycze, piękny zegarek (od bebka :3), wok (razem z bebem), Playboy play it lovely zestaw z perfumami, dezodorantem i SZLAFROCZKIEM, CZEKOLADOWĄ FONTANNĘ, kolczyki, perfumy, piżamkę, kosmetyki do pacykowania, bilety do teatru.

A bebo dostało PS2 (od Karinki), wok (z Karinką), książkę, czekoladową fontannę (wspólnie), pro rękawiczki, gps i bilety. DO teatru idziemy z Kamą i Wiktorem na "Podwójną rezerwację".

X lat temu na Wigilię miałyśmy taką sytuację z Kamilą, że nie dość, że pomyliłyśmy bloki, to jeszcze wywaliłyśmy rybę po grecku (?), stłukłyśmy miskę, tak z przygodami ;). W tym roku z kolei ZAPOMNIELIŚMY WŁOŻYĆ PIENIĘDZY DO KOPERTY. Mikołaj daje kopertę dziecku, dziecko otwiera a tam PUSTO! Dawno się Michał tak nie uśmiał xD.

No i jeszcze kwestia prezentu dla Kamili. Kiedy byłam na zakupach, spotkałam jej kolegę. Pogadaliśmy chwilę, a w ciągu tej chwili, zdradziłam koledze co kupię Kamili pod choinkę - e-faja. No i w drodze na Wigilię Kamila mi zdradza, że wie co dostanie, bo Bartek jej powiedział. Ja oczywiście wściekła, że nie będzie niespodzianki, przeklinam Bartka w myślach i skreślam ;). Kamila z kolei uważała, że to fair, bo kiedy ona powiedziała Michałowi co nam kupi (wok), to Michał mi wygadał. No ale trudno, stało się, choć nadal byłam wściekła. A Kamila w tym czasie zastanawiała się jak otworzy swój prezent przy rodzinie i spytała czy może zerknąć teraz, bo przy rodzinie będzie głupio otwierać. Skoro już i tak wiedziała co dostanie to pozwoliłam jej zerknąć. Kamila zagląda do torebki, widzi względnie małe pudełeczko, Kamila zdziwiona mówi "eee, ale co to? Bartek mi powiedział że dostane książkę 'Masaż erotyczny - chwyty i pozycje' ". Ale nie dostała książki, dostała e-faja, my się śmieliśmy przez cały wieczór :D, a Bartek dostał punkty u mnie :D.

A pozostałe dni spędziliśmy na odpoczywaniu/żarciu/wizytach.

I, jak zwykle, mnie coś bierze :[!



Monday, December 13 2010


testing
posted @ 13:29 in [ Karina Show ]

testing Read more.



Monday, November 29 2010


Apdejt życiowy karinkowy
posted @ 15:21 in [ Karina Show ]

Ech, sto lat nie pisałam! 150!
No, ale ostatnimi czasy jestem meeegaaa zajęta!

Karniaczy lajf: praca, studia, korki
Po pierwsze, samodzielne życie okazało się o wiele bardziej czasochłonne niż, hm, niesamodzielne życie ;-). Sprzątnąć, kupić, ugotować, pozmywać. Nawet bez wielkiego sprzątania wszystko trwa strasznie długo. Do tego trzeba jeszcze zarobić! A jeżeli chce się zarobić, to trzeba rano wstać. (Prawie) codziennie rano! A żeby rano wstać trzeba się wcześnie położyć, a jeszcze trzeba się przygotować! Ciężko znaleźć czas na to wszystko.

Znalezienie czasu utrudnia mi fakt, że studiuję ;-). Studiuję co prawda 3 razy w tygodniu po 2-3 wykłady, ale jednak nasiedzę się, bo raczej nie olewam ;). No i proseminarium jest. Na proseminarium trzeba pisać summary, abstracty i inne takie, trzeba będzie napisać pracę na 16.12!! No to mam jakieś 3 tygodnie...

Oprócz pracowania i studiowania daję duuuużoooo korków! 17,5 godziny tygodniowo! Do tego mam 12 godzin (zegarowych) studiów, do tego 4 godziny pracy, co daje razem... 33 godziny (plus czas na dojazdy oczywiście). Nawet nie etat. Ale czemu w takim razie wychodzę z domu ok. 7:30 i wracam również ok 19.30 (średnio, bo czasem o 6, czasem po 8!).

Najmniej się przygotowuję do studiów, dlatego ostatnio był czas sprzątnąć ;-), na studia to będę miała zryw przed 16.12 i w okolicach Świąt, i dalej, do sesji, bo wtedy nie będzie pewnie ani pracy, ani korków. Studiuje to mi się fajnie :-). Siedzę sobie z cudownym wspaniałym czołgiem Eweliną, która jest cichą wodą przez którą codziennie przejeżdża czołg :D. Fajnie jest na osie, sympatycznie, dali mi stypendium naukowe za moje genialne osiągnięcia :-). Tak jak pisałam, na razie tylko wykłady i proseminarium. Z proeseminarium to złapałam już 5, 5 i mmm 4- xD, także nie jest aż tak źle. No na razie mi się podoba :-). Mam (mniej więcej) plan na napisanie pracy semestralnej (?) - takiego long papera: 10 stron, int 2, academic - oraz baaaardzo ogólny pomysł na pracę magisterską. A to w sumie już pora, bo magisterskie studia to tylko dwa lata! Pierwszy rozdział (w teorii) trzeba oddać już na koniec następnego semestru! Zobaczymy jak mi to pójdzie wszystko ;-).

Na razie tygodnie spędzam na nauce/pracy. Wychodzę rano, w ciągu dnia zazwyczaj wracam na 20-40 minut, ew. godzinkę lub dwie, zamieniam bagaże na inne i lecę dalej, koniec końców wracam pod wieczór, jem coś, przygotowuję się na następny dzień, czasem coś prasuję ;) i wcześnie idę spać. Oj mój tydzień od poniedziałku do piątku jest taki hmm.. od do. Chociaż jakby tak z drugiej strony na to spojrzeć, to w pracy zawsze mnie coś zaskoczy, na korkach też, a na studiach natężenie czołgów jest niemal chorobotwórcze :D. Ciężko jest, ale się nie nudzę ;) ;) ;).

Karniacze weekendy
W weekendy też nie ma letko ;). Weekend jest w sumie jedynym czasem, kiedy mogę COŚ zrobić. Powinnam pewnie się uczyć ;-) i docelowo BĘDĘ się uczyć ;-), ale teraz weekendy upływają nam na sprzątanku (ostatnio :3) i zakupach/załatwianiu. Mimo że zakupy tygodniowe (jedzeniowo-życiowe) robimy w piątek, żeby nie marnować weekendu w zatłoczonych centrach handlowych, i tak spędzamy weekendy w zatłoczonych centrach handlowych XD. Na ten przykład, w tą sobotę wyszliśmy z domu o 11, a wróciliśmy o 23!!! Masakra! Najeździliśmy się, nałaziliśmy! Szyba do Tico, reklamacja krzywej nogi do blatu, załatwianie faktur, kupowanie zimowych butów i nakryć głowy dla Karinki ^o^/, no i kupowanie telewizora, co rozwinę później ;-). A kolejny dzień spędziliśmy (m.in) na sprzątanku, takim troszkę poremontowym.

Kiedy (w weekendy) nie sprzątamy, kupujemy itd ;p to możemy coś ciekawszego zrobić (w praktyce: robimy to kosztem sprzątania ;p). I tak w zeszły weekend odwiedziliśmy imprezę Warszawa japońska, gdzie śpiewały In'You, a Yuk robiła prezentację o japońskiej modzie. Przebrała Kamilę za lolitę, mnie (tradycyjnie) za ganguro xD i zadawałyśmy szyku :D. Hyh, fajnie było, pierwszy raz się z bebem podzieliliśmy obowiązkami tak: on pije, ja prowadzę :-). Ech ech :-). Partnerstwo, itd ;p. Kiedy Kamila mi w końcu prześle fotki to coś tu i na fejsa jeszcze wrzucę.

Mieszkaniowo-rozrywkowo
No bo tak, jeśli chodzi o mieszkanko to mamy coraz więcej! Już (po wielu przygodach xD) mamy robiący za biurko blacik, więc troszeczkę zorganizowaliśmy sobie przestrzeń. W planach mamy jeszcze powieszenie półki nad biureczkiem, powieszenie półek w łazience, zorganizowanie szafki na buty, szafki RTV-owej, powieszenie okapu, poprawienie glazury i terakoty w kuchni. Coś jeszcze? Ach, no tak, drzwi do kibelka, ale to wymaga kaski, jechania do sklepu, myślenia, wybierania, ale myślę, że niedługo się za to weźmiemy ;-). Poza tym wszystkim to bym chciała nowy dywan, bo stary pobrudziłam ;p.

Noo tak, jak już wspomniałam, zakupiliśmy telewizor, duuży :3, teraz będziemy go oglądać ;p. Już się zbieraliśmy od kilku miechów do kupna tego telewizora i nareście! Presji nie było, ale miło go już mieć. Bo, kiedy już mamy telewizor to zakupimy sobie konsolę (prawdopodobnie PS2) i będziemy na niej grrrać! Teraz pogrywamy sobie na kompie (już mamy nawet dwa pady) w Street Fightera, bebo w Test Drive, ale na konsoli, na tym wielkim ekranie, będzie super!!! Tekken!! Yaaa! A Buzz to na jaką konsolę?? Hmm... Nieskończone możliwości będą *3*. Na razie sobie gram na innej konsoli (to jest konsola? whatever). W każdym razie, kiedy kupowaliśmy drugiego pada to Michał wyczaił jakąśtam aukcję, wylicytował pada, a tu się okazuje, że kobita, która go sprzedawała dorzuciła Gameboy Color z grą Pokemon!!!! No cudowne to jest. Od tamtego czasu pocinam sobie non stop w Pokemony :3. W autobusie, w domu, w domu, w domu!! Super są :D. Już mam dwie odznaki, trenuję Wani (nie było takiego w serialu chyba...), który mi ewoluował w Alliga, mam też Pidgeya (ewoluował w Pidgeota), Togeppi :-), Bellsprouta i Rattattę (?) i jedno puste miejsce. Mam więcej Pokemonów, ale przy sobie można mieć 6, resztę się trzyma w komputerze. Anyway, muszę powiedzieć, że świetnie się bawię z Pokemonami :3.

tl;dr zajęta lecz szczęśliwa :-)

Postaram się częściej pisać, nie robić sobie takich zaległości, wykasować spam xD. Obiecuję.



Tuesday, October 19 2010


Ehh
posted @ 00:15 in [ Karina Show ]

Wróciłam z Turcji. Cudownie było :(. Aż żal wracać.
Skończyłam studia.
Zaczęłam kolejne.
Zaczęłam pracę.
Teraz zaczynam korki.

Mieszkanko oczywiście w dużej części jeszcze w proszku, choć co jakiś czas kupujemy coś, wieszamy (na przykład ostatnio powiesiliśmy obraz; krzywo xD).

Ehh. Mój rozkład tygodnia jest mało przyjazny :( - dużo godzin, dużo pracy...
Eh, eh, ale może mi się uda znaleźć czas coś naskrobać :).



Friday, September 17 2010


Tak szybciutko!
posted @ 20:54 in [ Karina Show ]

Wczorajszy wieczór spędziliśmy zwiedzając nocną Alanyę, posiedzieliśmy w barze, gdzie był internet, zakupiliśmy trochę stuffu. Już namierzam sklepy i stoiska, które mają coś co mi się podoba (pamiątki i inne atrakcje dla turystów).

Dzisiaj znowu spędziliśmy przedpołudnie i popołudnie na basanie, trochę się smażyliśmy, trochę pływaliśmy, trochę pograliśmy w dartsy z hotelowym animatorem czasu (Sea Sight animation team) Hasimem. Przy basenie jest szumnie zwana aquaparkiem dwuspiralowa zjeżdżalnia, na której dziś poszaleliśmy. Potem spacerek, podczas którego załatwiliśmy sobie wycieczkę na jeep safari (jedziemy jutro rano). Polega to na tym, że się jedzie na pace jakiegoś Land Rovera czy tam innego samochodu prowadzonego przez Turka i piszczy ;-). W cenie kebab, zwiedzanie wioski tubylców i cośtam jeszcze, się okaże ;P.

Szukanie i rezerwowanie tej wycieczki to była batalia :D. Bo tak: u rezydenta to kosztuje 32 ojro, a w całej reszcie biur podróży - ile się wytarguje. Kiedy się idzie bulwarem to wyskakują z tych biur podróży Turcy i atakują ulotkami z różnymi cenami. Słuchaliśmy cierpliwie, braliśmy folderki. Jeden jak się czepił! Nie dał nam odejść, tylko obniżał i obniżał cenę. Opłacaloby nam się wykupić u niego wycieczkę, ale wyglądał na szuję, więc się nie daliśmy. Koniec końców kupiliśmy u sąsiada, który był całkiem sympatyczny i przedstawił się jako Marcin :D. Ta, Marcin. Jak on jest Marcin to ja też. Morcin nawet.

W ogóle oni wszyscy tam pół-Polacy (jak chcą coś wcisnąć). Wołają przez pół ulicy dzień dobry w kilku językach (polski zawsze w pierwszej trójce), jakoś rozpoznają skąd jesteśmy i mówią "cieść", "dzień dobry", "jak się masz?" (wymowa ala Borat :D) albo krzyczą "where you from?", zazwyczaj zgadywali, że Poland, chociaż jeden ocenił nas na Finland, musieliśmy być mocno bladzi wtedy :D :D :D. W każdym razie sporo z nich mówi po polsku, przynajmniej w podstawowym zakresie. Jeśli o angielski chodzi to rzeczowniki, czasowniki - owszem, ale cała odmiana (i tak po angielsku nie jakaś rozwinięta!) właściwie nieobecna, najbardziej to leży to+inf/-ing. I article. Złapałam się na tym, że już myślę bez articli i odmiany xD.

Jeden z milszych Turków na naszej drodze to był Roj - kelner z baru z internetem. Turcy lubią wciskać kit, ale ten chyba nie wciskał. Mówił, że był w Polsce na wymianie i na SGGW studiował przez semesrt rolnictwo. Znał więcej warszawskich klubów niż my i bardzo ładnie mówił po Polsku (żubruwka, żywiec plus troche przekleńst, imion, nazwy dzielnic, ulic, miast polskich). Zresztą bardzo serdeczny, przyniósł polską falagę i w ogóle.

Najbardziej to Turcy podrywają Kamilę, musi to w ich typie. Np. Cyngis (?), kelner z naszego hotelu jest oczarowany Kamilą. Nawet chciał się z nią umówić, ale na jej szczęście nie zrozumiała co tam tą łamaną angielszczyzną tłumaczy ;) (tłumaczył kiedy kończy pracę). Zaczepiają ją na ulicy, w sklepie zagadują, nawet dostała zniżkę na zakupyu jednego! A w barze jeden postawił sobie piwo na głowie i tańczył (:D.

Dobra, kończę na dziś, bo jutro jeep safari, trzeba się wyspać!



Thursday, September 16 2010


W Turcji!
posted @ 22:19 in [ Karina Show ]

W Turcji!

Dorwaliśmy tu internet, więc mogę zrobić szybki updejcik.

Najpierw był lot samolotem. Okazało się, że nigdy nie byłam na Okęciu... A lot był opóźniony. Anyway, wsiedliśmy, bardzo bardzo bardzo sie denerwowałam, bo sie nasłuchałam od kupy ludzi jakie to starszne. Paznokcie do krwi obgryzłam z nerwów!

Nerw nerw nerw
Nerw nerw nerw


I w sumie się pozytywnie rozczarowałam. Startowanie było straszne, lot tylko na początku, potem się zrelaksowałam. Nawet się przespaliśmy.

Kamila nam zrobiła fote kiedy robimy zzz
Kamila nam zrobiła fote kiedy robimy zzz


Lądowanie chyba straszniejsze, bo jak podchodził do tego ladowania to jakoś tak zakołysało kilka razy, ktoś skomentował, że pilotowi nie idzie to już się zdenerwowałam, ale w sumie nie było źle. Chyba lądowanie bardziej stresujące było niż start. A sam lot całkiem OK. Nie czuło się tej prędkości i w sumie o wszystkim informowali - takie ekraniki były, na nich symulacja lotu na mapie, wszystkie info.

Lewy silnik naszego boeinga 737 chyba
Lewy silnik naszego boeinga 737 chyba


Lecieliśmy ok 850 km/h!!!!, ponad 10 km nad ziemią, a temperatura na zewnątrz u nas wynosila -53'C, w Turcji na tej wysokości -51'C. W sumie bardzo pozytywnie. A miałam mega stresa jak się dowiedziałam, że lecimy tureckimi liniami lotniczymi ;p ;p.
Trochę foto:

Chmurki
Chmurki


Widoki: Azja Mniejsza - inny świat
Widoki: Azja Mniejsza - inny świat


W sumie miło było ;p. Stewardessy coś po turkish-english (turklish ;p) pogadały, kanapki dały i picie darmowe, alkohole płatne - darowaliśmy se.

Teraz, przeciwnicy klaskania przy lądowaniu: wypunktujcie mi swe argumenty w sensie: czemu to jest złe - będę sobie wyrabiać opinię.

Po wylądowaniu polowanie na bagaż, potem wizy (15 ojro lub 20 dolców - tutaj mówią "dolari"), vouchery i takie tam, a na koniec dwugodzinny rajdzik autokarem to hotelu. Droga turecka wcale nie taka zła, nawet gładka, kierowca delikatny ;-). Byliśmy już zmęczeni wczesnym wstaniem, lotem, więc byliśmy raczej wyprani. W autokarze poznaliśmy nasze słodkie wycieczkowe towarzystwo. Nie dziwię się już czemu nie lubią Polaków za granicą. Większość naszych współtowarzyszy to młodzi, małżeństwa albo emeryci, ale trafiła nam się też grupka takiej bucerii, że aż strach! Już w samolocie chlali własną wódę, więc w autokarze byli już ostro napruci, szczególnie jeden koleś. Nie dość, że tzw. "tępa sraka" to jeszcze pijany jak dzika świnia! A dziewczyny! Dwie godziny się nie znały jeszcze, jak się wdały w pyskówke rodem z rejonowego gimnazjum. Jedna taka asertywna, uahahaha, aż ciężko opisać to sensownie. W sumie jednym słowem chamstwo. Zapraszali nas do towarzystwa, ale grzecznie odmówiliśmy. Ale w pijacką Jengę (to nam proponowali) zagramy zagramy na jakiejś domówce ;).

Jeśli chodzi o nasz hotel, to jest super! Mega luksus, nie spodziewałam się takiego! Jednak co cztery słonie to cztery słonie ;D. Pokój mamy nieduży, ale dobrze urządzony (można się poruszać) i dobrze wyposażony (spora szafa, szuflady, półki, toaletka szafka z lodówką, stolik i krzesła telewizor ze sporą oferta kanałów (właśnie oglądam kolejną szarpaninę o krzyż i cieszę się, że jestem daleko ;p ;p ;p). Łazienka mega luksus! Wszystko ładne czyściutkie, zabezpieczone "for your protection" itp itd, spora kabina prysznicowa, idealnie!

Sea Sight
Sea Sight


Nasze all inclusive jest naprawdę exclusive :). Jedzenie jest pyszne! W sumie co godzinę-dwie można coś zjeść, szwedzki stół, picie gratis, open bar (na tutejsze alko) też gratis. Nie takie złe te tutejsze alkohole, piwko całkiem całkiem :), chociaż idei soku do piwa nie znają ;p. Jedzenie jest super ;3, upasiemy się tu!!!! Co tam ;p, będę zrzucać z domu ;p.

Oprócz tego to jest basen, też fajny :3, a wieczorami kehem, "animation team", czyli Turek gada do mikrofonu po pseudo angielsku i zabawia publikę, wczoraj wieczorem były wybory miss, ale my byliśmy zbyt zmuleni na cokolwiek, więc poszliśmy spać.

Obczailiśmy okolicę i plażę. Morze niebieściutkie (moja stopa na tle morza i nieba), raczej cieplutkie i słoooneeee, plaże najrózniejsze (różne kombinacje żwiru, piasku i skał), choć trochszkę zaśmiecone :(. Okolica typowo turystyczna, prawie same hotele plus restauracje różnego typu, bazarki i straganki dla turystów, fryzjerzy, tatuażysci i ta cała infrastruktura. Im dalej od hotelu tym brudniej i mniej pro-turystycznie. Ale specyficznie :). Idziemy sobie ulicą a tam wielbłąd zaparkowany pod hotelem!!!!

W sumie dzisiaj był nasz pierwszy cały dzień w Alanyi, czuję się jak w Beverly Hills xD. Rano piwko nad basenem i kąpiel, po lanczu kąpiel w morzu i spacer plażą. Na razie ja się kąpie tylko trochę, bo się jakos jakby boję... wracając z plaży wstąpiliśmy do sklepików dla turystów. To jest tu niesamowite. Jak idziesz do sklepu to zagadują, pytają skąd, proponują rózne zakupy, częstują herbatą i możesz (masz!!) się targować. My się na razie nie targowaliśmy, bo nie mieliśmy przy sobie kasy, ale jeszcze wszystko przed nami ;p.

Kamila w smażali udaje chudzielca ;p
Kamila w smażali udaje chudzielca ;p


Nooom, narazie Beverly Hills, ale będziemy również zwiedzać i sporty eksteremalne uprawiać ;p.

Może sobie kupimy mobilny net do modemu, to będę bardziej na bieżąco!



Friday, June 18 2010


Karniaczy update
posted @ 00:50 in [ Karina Show ]

Ze 100 lat nie pisałam znowu. Dużo rzeczy się dzieje, urwanie głowy.

A pomiędzy tym wszystkim, w tak zwanym międzyczasie skończyłam 24 lata. 24 lata. Poważny wiek totalnie!
Opiłam to, ankoręcznie robionego ciasta pojadłam. Noo i pomyślałam sobie, skrobnę noteczkę i okraszę ją własnomyślnie wymyśloną karniaczą poezją. Bo taką mam wenę.

No, na urodziny oczywiście zebrałam prezenty.
Pierwsze primo — trochę kasy, zawsze dobrze.
Od mamy to sukienkę, w której poszłam na jedną komunię i na jeden ślub. Załączę foto i wspomnę, że mi się bardzo podoba to, że jest taka lekka i dziewczęca no i odcinana pod biustem, taka empire. A z kolei bebo powiedziało, że nie mam talii i wyglądam jak kołek.

Muczas gracjas, kochanie,
twe zadanie to mnie wspieranie
B-b-baranie.


Przodek
Przodek


Tyłek
Tyłek


Od Kamili dostałam dwie książki kucharskie: "Kuchnia polska — menu wielokrotne", super książka, wiadomo, wszystko wielokrotne jest lepsze ;) oraz "Sushi", które zostało wymienione na "Dania z woka", kiedy przypomniałam mojej własnej siostrze, że nie przepadam za rybami :[. Woka co prawda nie mam, ale może będę miała ;).

Sushi, sushi
mnie nie kusi.
Dania z woka
będę pioka*.


(*as in piekła->piokła->pioka xD)

Od mojego beba oczywiście dogłębnie przemyślany i mówiący tysiąc słów prezent — stepper. Mała aluzja.

Wskoczył karniak na steppera
i spalił kalorii jeden i dwa zera


Dostałam również biżuterię ciastkową yukową, biżuterię japońską, książki (m.in. Piekary, to ostatnio u mnie na topie :3).
Dostałam też skarbonkę i misia-głośnik :D.

Eh eh, ale się zestarzałam. 24 lata. Wybywam z domu zaraz (wieści remontowych nawet się nie tykam, na to będzie przeznaczona osobna notka). Kończę studia (przynajmniej jedne, chociaż to skomplikowane). Może będę pracować like tak naprawdę PRACOWAĆ (co właściwie w 100% zależy od rozwoju zdarzeń na studiach), może coś się uda sensownego potem. Już tyle lat się bujamy z bebem, ehhh.

Tyle lat minęło. A ja nadal jestem sfrajerzonym debilem. Po prostu LATA LECOM A JA TO WCIĄŻ JAIJAAAA~. Ja, ja, kurde. Jakoś ostatnio mam fazy, takie bipolarne ;.;. W sumie nie. W sumie to ja jestem przecież bliźnięta. Dwie osobowości, jednak taka druga siaka. Jedna dobra, druga zła, choć tak naprawdę ciężko powiedzieć, która jest dobra dobra, a która zła zła. Ostatnio oglądałam sobie nałogowo "South Park" i wymyśliłam kim z SP jestem. Jestem bliźniętami, oczywiście — z jednej strony Cartmanem, a z drugiej Buttersem. Totalnie. Cartmanem jestem po części z odcika o restauracji Casa Bonita, a po części tym z tego co go nagrali i wysłali do ichniego "Śmiechu warte". Jestem wredna, krnąbrna, rozpieszczona i samolubna. A Buttersem jestem z wtedy co przebrali za niego świnie i zrzucili, albo z odcinka o Awesome-o. Albo z wtedy co myślał, że jest wampirem. Po prostu naiwny frajer. Ech, jakie pomerdane te moje dwie osobowości (potem może poszukam filmików na youtubie).

Mój znak zodiaku po prostu.
Czołgers.
xD
Ech, update z innych pól mej egzystencji (remont, studia) będzie potem.
Dobranocka.